Historia pewnej dyni

Dziś Halloween w co bardziej tradycyjnych kręgach świętowane jako Święto Dyni. W związku z tym poznajcie mroczną historię pewnej dyni…

Mroczna historia pewnej dyni

Był ciemny, marcowy wieczór w pewnej kaszubskiej wsi. Kilka nasion dyni upadło na glebę czarną jak smoła, w równie czarnych pojemnikach do przygotowywania rozsady.

Doniczki z nasionami w szklarni balkonowej.

Kilka dni później zaczęły kiełkować żywiąc się czarnym podłożem, wodą z trzewi ziemi oraz każdym promieniem słońca, jaki udało im się pochwycić.

Nie minęło wiele czasu gdy w połowie kwietnia, dużo za wcześniej niż było to dla nich bezpieczne, siewki trafiły do ziemi. Ale nie do byle jakiej ziemi. Była to ziemia zaprawiona resztkami innych roślin oraz granulowanymi zwierzęcymi odchodami.

Część z siewek przetrwała w tym nowym środowisku pomimo czyhających na nie niebezpieczeństw: przymrozków i pomrowików. Inne nie miały tyle szczęścia a ich koniec był marny.

Te, które przetrwały zaczęły rosnąć i się rozwijać.

Gdy poczuły się silniejsze i bezpieczne w środowisku, w którym przyszło im żyć zaczęły się rozprzestrzeniać zagarniając dla siebie coraz większe połacie terenu, ilości pożywienia i światła.

Wreszcie wypuściły kwiaty, z których miały powstać ich złowieszcze owoce.

A te powstały ciemne jak noc (no może nie do końca).

Gdy osiągnęły już rozmiary ludzkiej głowy, zaczęły się przebarwiać na krwisty kolor.

Zapewne taki przynajmniej miały zamiar. Ostatecznie jednak zrobiły się pomarańczowe.

Po pierwszym jesiennym przymrozku nastał Czas Żniwiarza. Dynie, w tym nasza bohaterka, zostały wydobyte z ziemi, w której rosły.

A Żniwiarz jak to żniwiarz – zbierał swoje żniwo.

Następnie zwoził mozolnie zebrane żniwo na miejsce oczyszczenia.

Po rytualnym obmyciu wodą dynia wraz z innymi im podobnymi trafiła na stół, gdzie schnąc oczekiwała na swoje przeznaczenie.

Nikt nie był zdziwiony tym, jak skończyła nasza bohaterka. A prawdę mówiąc każdy się tego spodziewał.

*Powyższe zdjęcie nie przedstawia tej konkretnej dyni. **Materiał opublikowany przed pobraniem zdjęć.

Page with Comments

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *